Dziadek



Wróć

Dziadek

Kocie opowieści

Dziadek
(październik 2006)

"Dziadek" to kilkunastoletni bezpański pies, długowłosy owczarek niemiecki, który mieszkał latami na rynku w Nasielsku. Podobno kiedyś przybiegł za wozem swojego pana i już pozostał. Łagodny i dobroduszny, przez lata stał się częścią targowiska i przestano na niego zwracać uwagę.



Dnie spędzał pod straganami zaprzyjaźnionych handlarek, a noce pod krzakami na skwerze. Czesem ktoś rzucił mu coś do jedzenia, czasami kopnął. Zimą inne bezpańskie psy chętnie spały na nim, bo był największy ze stada i łagodny. Łapał od nich wszelkie infekcje. Ostatniego roku był już tak schorowany, że nie miał siły by dostatecznie szybko podejść do rzucanych przez ludzi resztek.

Gdyby nie to, że polubiła go jedna handlująca tu Ukrainka, pewnie by już nie żył. Ale ona bywała na rynku tylko raz lub dwa razy w tygodniu, a nikogo innego nie interesował. To ona odrywała go zeszłej zimy od jezdni do której przymarzł nocą i usiłowała z kartonów budować mu zaciszny kąt, systematycznie niszczony przez miejscowych pijaczków. Ona wreszcie zwróciła na niego moją uwagę, gdy zobaczyła, że staram się złapać bezpańską ciężarną sukę.



Oprócz chorej skóry, Dziadek miał liczne rany od pogryzień. Co gorsza, kilka tygodni wcześniej ktoś ruszając z parkingu nie zauważył Dziadka śpiącego za kołami i najechał mu na tył powodując silne potłuczenie i kolejne nie gojące się rany. Od tej pory pies poruszał się pełzając, lub przewracając co drugi krok. Dwa dni przedtem zanim go zabrałam, ktoś rzucił na niego niedopałek. Dziadek zaczął się tlić, lecz znalazła się dobra dusza która go ugasiła w porę.

Do samochodu musieliśmy go nieść na rękach. Nie protestował, mimo, że widział nas pierwszy raz w życiu. Lekarz który go zabaczył nie bardzo wierzył, że pies dożyje następnego dnia.

Okazało się jednak, że oprócz licznych zakażeń i obrażeń, Dziadek ma bardzo dobre jak na swoje lata wyniki szczegółowych badań. Rany, potłuczenia, świerzb i nużyca dają się wyleczyć. Jest ogólnie bardzo wyniszczony, ale przy właściwej opiece może pożyć jeszcze kilka, wreszcie trochę szczęśliwszych lat.

Dziadek był leczony w szpitalu dr. Olszewskiej w Radości przez dwa miesiące. Nastepnie trafił do mnie, gdzie po latach tułaczki zamieszkał we własnej budzie i dostał prywatną miskę, do której często zagląda wyjadając wszystko ze smakiem. Jak na swój wiek, jest wyjątkowo radosnym psem, bawiącym się piłeczką. W stosunku do innych psów jest bardzo tolerancyjny a wszystkich ludzi wita z radością.